Primaaprilisowy żart biblioteczny

Od dawna wiadomo, że poczucie humoru likwiduje bariery na linii uczeń-nauczyciel. Dlatego w pierwszy dzień kwietnia nauczyciel-bibliotekarz spróbował nabrać swoich uczniów, że postanowił odejść z pracy. Zapanowała niebywała konsternacja. Część uczniów całkiem zapomniała o prima aprilis i początkowo przejęli się odejściem bibliotekarza. Podczas dwóch przerw biblioteka była zamknięta. Nauczyciele oraz pracownicy szkoły byli wtajemniczeni w akcję primaaprilisową. Duża część uczniów już z samego rana uwierzyła w powód nieobecności pracownika biblioteki. Uczniowie ubolewali, że nie ma bibliotekarza, a biblioteka jest zamknięta. Dopytywali nauczycieli oraz pracowników szkoły o powód nieobecności bibliotekarza. Zastanawiali się, czy aby na pewno bibliotekarz opuścił szkołę. Należy podkreślić, że przez cały ten czas nauczyciel porządkował regały na tyłach biblioteki i nie był widoczny dla uczniów. Akcja zakończyła się przed trzecią lekcją…

Bez wątpienia cała akcja się udała! Dzieci odetchnęły z ulgą na widok bibliotekarza siedzącego za biurkiem w bibliotece szkolnej, wtedy i uśmiech powrócił na ich twarze. Uczniowie jednogłośnie przyznali, że bibliotekarz wymyślił „zacny żart”. Przez dwie godziny lekcyjne odczuły brak biblioteki szkolnej w swojej szkolnej rutynie. Ich reakcja utwierdziła społeczność szkolną, że szkoła bez biblioteki nie jest już taka sama. W związku z tym, czasem warto kierować się w życiu przysłowiami ludowymi tj. „na prima aprilis nie wierz bo się omylisz” lub „na prima aprilis nie czytaj, bo się omylisz”, które dziś pokazały, że po części stanowią mądrość narodu. Należy podkreślić, że pozytywnym aspektem chwilowej nieobecności nauczyciela bibliotekarza była duża ilość wypożyczeń.

W dniu dzisiejszym wypożyczyliśmy 30 woluminów. Prawdopodobnie niektórzy uczniowie obawiali się, że pani wróciła tylko na chwilę i wypożyczyli książki na zapas:). Uznajemy, że primaaprilisowy żart to całkiem dobry pomysł promowania czytelnictwa.

Joanna Freliga

Dodaj komentarz